Operatorzy telefonii komórkowych na Wyspach, szybko zorientowali się, że Polacy to ogromny target, a dotarcie do niego to pewny zysk.
Data dodania: 2008-05-19
Telefonie komórkowe biją się o Polaków (Praca i pieniądze)
Kategoria: wielka brytania infoPolacy na emigracji nie wstydzą się swojego pochodzenia, ale wolą nie przyznawać się do rodaków. Zamiast sobie na obczyźnie pomagać, często sami ze sobą rywalizują czytamy w Dzienniku Polskim. Malwina, studentka trzeciego roku anglistyki w wyższej Szkole Języków Obcych w Poznaniu, trafiła do małego angielskiego miasteczka o nazwie Knossington. Znalazła tam pracę w restauracji, gdzie oprócz niej pracowało jeszcze czworo Polaków. Relacji z nimi i między nimi Malwina nie wspomina najlepiej. Po raz pierwszy żałowałam, że pracuję z Polakami. Kiedy przyjechałam, byłam przekonana, że skoro jest tam tylu Polaków, to na pewno będziemy sobie pomagać i będzie fajna atmosfera. Szybko zmieniłam zdanie. Poza Polką, z którą mieszkałam w pokoju, z nikim nie potrafiłam się dogadać. Już od chwili mojego przyjazdu Polacy robili wszystko, bym jak najszybciej odeszła z restauracji. Mimo to starałam się nie przejmować całą sytuacją i skupić się tylko na pracy - relacjonuje. Podobne wspomnienia ma Maria Maksymowicz, studentka z Erlangen w Niemczech: Wstydziłam się Polaków, za ich polactwo, a nie polskość. Czyli za ignorancję, za brak dbałości o to, kim jesteśmy tu, i jak się tu, w obcym kraju, zachowujemy. Jak troszczymy się o to, by wymazać przeklęte stereotypy o nas samych. I szczerze mówiąc, niewiele robimy w tym kierunku - twierdzi. Rozgoryczona taką sytuacją jest również Kasia, którą mąż ściągnął kilka lat temu z Krakowa do środkowej Anglii: Jesteśmy chyba jedynym narodem, który nie trzyma się razem. Przykre jest to, że Polak okrada Polaka, oszukuje go i wykorzystuje dodaje. Piotr Kalisz Goniec.com
Do kosztów remontu musi doliczyć pochówek szkieletów
Brytyjka Catherine McGuigan starannie obliczyła koszty remontu i poszerzenia domu. Uwzględniła różne możliwości, lecz nie tę, że trzeba będzie sfinansować pochówek szkieletów i kości pochowanych pod jej jadalnią - pisze w poniedziałek popularny dziennik "Daily Mail".
W Wielkiej Brytanii rozpoczął się w czwartek - jak określa brytyjska policja - największy w świecie proces przeciwko terrorystom, planującym wysadzenie kilku transatlantyckich samolotów za pomocą ciekłych bomb. Jak poinformowały brytyjskie media, powołujące się na źródła w prokuraturze, 19-osobowa siatka terrorystyczna, rozpracowana przez brytyjską policję w sierpniu 2006 roku, planowała równoczesne wysadzenie w powietrze co najmniej siedmiu maszyn lecących z Wysp do USA i Kanady. Według kanadyjskiego dziennika The Globe and Mail oraz telewizji CTV celem zamachów miały być samoloty linii lotniczych Air Canada. Proces najprawdopodobniej potrwa co najmniej osiem miesięcy. Na ławie oskarżonych przed sądem koronnym w Woolwich zasiadło osiem osób, którym zarzuca się przygotowywanie samobójczych misji terrorystycznych nad Atlantykiem. W środę dokonano wyboru ławy przysięgłych, a w czwartek jako pierwszy zabrał głos prokurator. Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Według prokuratora mieli oni w planach zdetonowanie ładunków wybuchowych w formie ciekłych substancji chemicznych, wniesionych na pokład samolotu w butelkach po napojach chłodzących, niewykrywalnych przez elektroniczne systemy bezpieczeństwa na lotniskach. Butelki miały elektroniczne zapalniki. Policja twierdzi, że w 10 sierpnia 2006 roku w trakcie akcji w Londynie i Birmingham znalazła tego rodzaju urządzenia wytworzone domowymi sposobami. Podkreśla, że przygotowywane zamachy udaremniła w ostatniej chwili. Skutkiem zdemaskowania domniemanego terrorystycznego spisku było wprowadzenie na lotniskach zakazu wnoszenia na pokład w bagażu podręcznym wszelkich substancji płynnych.