Walijska służba zdrowia postanowiła usprawnić lokalną opiekę dentystyczną zatrudniając Polaków. Nie wszystkim się to podoba. Walijscy stomatolodzy protestują. Opieka dentystyczna w Zjednoczonym Królestwie nie jest dziedziną, którą Brytyjczycy mogą się zbytnio chwalić. Chcący zadbać o stan swego uzębienia mieszkaniec Wysp musi przygotować się na cierpliwe czekanie w kolejce w publicznym zakładzie lub na spory wydatek jeśli zdecyduje się skorzystać z usług prywatnej kliniki. Nie dziwi więc, że coraz więcej osób wybiera tak zwaną turystykę zdrowotną. Cena biletu tanich linii lotniczych do Rzeszowa czy Gdańska plus koszt wstawienia plomby to i tak niewiele w porównaniu z rachunkiem, jaki należałoby pokryć lecząc się w domu. Kilka dużych państwowych klinik dentystycznych w Północnej Walii wpadło na pomysł, aby oszczędzić swym rodakom dyskomfortu podróży i postanowiło sprowadzić polskich dentystów do siebie. Jak czytamy w gazecie Western Mail, Prestatyn Dental Centre zatrudniło sześciu stomatologów z Polski, Węgier i Rumunii. W klinice Mostyn House w Llandudno pracuje trzech Polaków i Duńczyk. Zaś w White Cross w Wrexham Technology Park klinice oferującej państwową opiekę zdrowotną dla 10 tys. osób pracę znalazło trzech naszych rodaków i Litwin. Atutem, jaki przywożą ze sobą dentyści z zagranicy, jest spore doświadczenie. Gazeta podaje przykład dr Grażyny Pawlak, która zanim przyjechała do Walii pracowała w swym fachu przez 30 lat. Nie wszystkim jednak pomysł zatrudniania zagranicznych specjalistów przypadł do gustu. Stuart Geddes, przewodniczący Brytyjskiego Stowarzyszenia Dentystycznego w Walii skarży się, że przez ten proceder młodzi, kształceni lokalni...
Data dodania: 2008-04-24
Polscy dentyści wypełniają luki NHS
Kategoria: wielka brytania infoW Wielkiej Brytanii rozpoczął się w czwartek - jak określa brytyjska policja - największy w świecie proces przeciwko terrorystom, planującym wysadzenie kilku transatlantyckich samolotów za pomocą ciekłych bomb. Jak poinformowały brytyjskie media, powołujące się na źródła w prokuraturze, 19-osobowa siatka terrorystyczna, rozpracowana przez brytyjską policję w sierpniu 2006 roku, planowała równoczesne wysadzenie w powietrze co najmniej siedmiu maszyn lecących z Wysp do USA i Kanady. Według kanadyjskiego dziennika The Globe and Mail oraz telewizji CTV celem zamachów miały być samoloty linii lotniczych Air Canada. Proces najprawdopodobniej potrwa co najmniej osiem miesięcy. Na ławie oskarżonych przed sądem koronnym w Woolwich zasiadło osiem osób, którym zarzuca się przygotowywanie samobójczych misji terrorystycznych nad Atlantykiem. W środę dokonano wyboru ławy przysięgłych, a w czwartek jako pierwszy zabrał głos prokurator. Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy. Według prokuratora mieli oni w planach zdetonowanie ładunków wybuchowych w formie ciekłych substancji chemicznych, wniesionych na pokład samolotu w butelkach po napojach chłodzących, niewykrywalnych przez elektroniczne systemy bezpieczeństwa na lotniskach. Butelki miały elektroniczne zapalniki. Policja twierdzi, że w 10 sierpnia 2006 roku w trakcie akcji w Londynie i Birmingham znalazła tego rodzaju urządzenia wytworzone domowymi sposobami. Podkreśla, że przygotowywane zamachy udaremniła w ostatniej chwili. Skutkiem zdemaskowania domniemanego terrorystycznego spisku było wprowadzenie na lotniskach zakazu wnoszenia na pokład w bagażu podręcznym wszelkich substancji płynnych.
Policja aresztowała dwóch mężczyzn podejrzanych o planowanie zamachów
Brytyjska policja poinformowała we wtorek o aresztowaniu na londyńskim lotnisku Heathrow dwóch mężczyzn podejrzewanych o planowanie zamachów terrorystycznych za granicą.
Google pozwany za dyskryminowanie chrześcijan
Chrześcijańskie lobby występujące w obronie życia poczętego - Christian Institute (CI) - wystąpiło do sądu z powództwem przeciwko Google - internetowemu operatorowi i wyszukiwarce, zarzucając firmie dyskryminację - napisał w środowym wydaniu dziennik "Daily Telegraph".