Wiadomości z Wielkiej Brytanii

Młodzi Brytyjczycy kochają Amy Winehouse i Petea ...

Co Amy Winehouse ma wspólnego z księżną Dianą i Winstonem Churchillem?

Data dodania: 2008-04-24

Młodzi Brytyjczycy kochają Amy Winehouse i Petea Dohertyego

Kategoria: wielka brytania info

Inne wiadomości

Sobota, 8 Marca 2008 (Z kalendarza)

Londyn. Słońce wzejdzie o godzinie 06.31 zajdzie o 17.51. Pogoda: Przeważnie pogodnie i bez opadów. Temperatura: max. 12°C, min. 5°C. Imieniny obchodzą: Antoni, Apoloniusz, Arian, Beata, Feliks, Filemon, Filemona, Franciszek, Jan, Julian, Miłogost, Poncjusz, Stefan, Szymon, Teotyk i Wincenty

Dożywocie dla mordercy Moniki Szmecht

Były żołnierz Anthony Clarke został skazany przez sąd w Liverpoolu na dożywocie za uprowadzenie swej byłej narzeczonej, Polki Moniki Szmecht, zadanie jej ran nożem, oblanie benzyną i podpalenie - podała sieć BBC. 27-letni Brytyjczyk będzie mógł starać się o zwolnienie dopiero po 25 latach spędzonych w więzieniu. Każdy, kto słuchał relacji o tym, jak Monika Szmecht zmarła, nigdy nie zapomni o tym horrorze - powiedział sędzia, ogłaszając wyrok. Ława przysięgłych jednomyślnie uznała winę Clarke'a. 29-letni przyjaciel Clarke'a Philip Savin został skazany na sześć lat pozbawienia wolności za współsprawstwo, zaś 46-letni wuj mordercy David Clarke otrzymał karę dwóch lat pozbawienia wolności za pomocnictwo. Obaj zeznawali w procesie przeciwko głównemu oskarżonemu. Monika Szmecht pochodziła z miejscowości Kłoda koło Leszna w Wielkopolsce. Do Anglii przyjechała w 2005 roku do siostry i pracowała jako kelnerka. W czerwcu 2007 roku Clarke związał 21-letnią Szmecht i przez kilka godzin więził w swoim samochodzie. Następnie zawiózł ją do małej miejscowości Rainford, gdzie na mało uczęszczanej drodze zadał jej sześć ciosów nożem, oblał benzyną, podpalił i odjechał. Ofiara - z 80 proc. oparzeń na ciele - zdołała się doczołgać do najbliższego domu, podając przed śmiercią nazwisko sprawcy. Jak powiedział prokurator, Clarke zerwał roczną znajomość z Moniką Szmecht, ale nie godził się na to, by spotykała się z innymi mężczyznami, był wobec niej zazdrosny i brutalny. Polka poskarżyła się na niego na policji, a następnie w sposób naiwny i zupełnie niezgodny z jej charakterem - jak to nazwał prokurator - zaproponowała Clarke'owi wycofanie skargi, jeśli otrzyma od niego 1000 funtów. ...

Emigracyjni old boye zaczynają od zera

Według danych brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych aż 85 proc. polskich emigrantów na Wyspach to ludzie młodzi. Pozostałe 15 procent to 40-, 50-latkowie, którzy zostawili w Polsce dorobek życia, by na Wyspach zacząć wszystko od zera. Jak im się powodzi? czytamy w dzienniku Metro. Marian Czabajski (46 l.) w Polsce był fotografem i operatorem telewizyjnym. Ponieważ narzekał na brak ofert, zdecydował się wyjechać w 2006 roku do Szkocji: Decyzja o wyjeździe przyszła nagle. Najpierw skradziono mi cały sprzęt do fotografowania, więc zostałem bez narzędzi pracy. Kilka dni później rozmawiałem na czacie z kolegą, który wyjechał do Szkocji i nieźle mu się wiodło. Postanowiłem zaryzykować opowiada. Dziś pan Marian już nie wyobraża sobie życia w Polsce: Buduję drewniane ogrodzenia i pomagam w pracach ogrodowych. Zajęcie nie ma więc nic wspólnego z tym, co robiłem w kraju, ale płacą mi tak dobrze, że nie tylko spokojnie żyję sobie w Edynburgu, ale pomagam też rodzinie, która została w Lesznie. Na dniach dostanę mieszkanie komunalne, a w dodatku niedawno kupiłem sobie canona. Znów mogę fotografować i już niedługo chcę się zająć tylko tym. Dzieciom, które zostały z żoną, postawiłem warunek - matury muszą zdać w Polsce. Później ściągnę wszystkich tutaj. Nie myślę już o powrocie do Polski. Korektorka, Małgorzata Wiśniewska, postanowiła wyjechać wraz z bezrobotnym mężem do Wielkiej Brytanii cztery lata temu. Dziś również jest zadowolona ze swojej decyzji: Początki były bardzo trudne. Nie znałam angielskiego i musiałam sprzątać mieszkania. Na szczęście od jakiegoś czasu pracuję w wydawnictwie. Najpierw byłam korektorką w polskiej gazecie, a teraz sama nią kieruję. W Polsce robiąc to, co tutaj...